Stanowisko w sprawie polskiego zaangażowania się w konflikt na ukrainie.

Zapis przemówienia pod konsulatem ukrainy z dnia 10 kwietnia 2015.

Zebraliśmy się tutaj dzisiaj aby wyrazić zdanie ludzi pragnących Polski prawdziwie niepodległej. Niepodległej od rozkazów wydawanych z Waszyngtonu, ale też odpornej na rosyjską propagandę.

Postawa dzisiejszych władz naszego teoretycznego państwa jest całkowicie nie do przyjęcia dla każdego, któremu dobro Ojczyzny leży na sercu.

Angażowanie się polskich polityków do wewnętrznych problemów tworu zwanego ukrainą to tylko jeden z przykładów bezsilności i podmiotowości dzisiejszego państwa polskiego. Cała polityczna banda od tzw. lewa do prawa prześciga się w wyjazdach, deklaracjach, zapewnieniach i obietnicach dla bratniego narodu ukraińskiego. W zależności od opcji politycznej kierują nimi różne przesłanki od idei wspólnej europy, przez odwieczną nienawiść do Rosji i mylnego twierdzenia, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, po strach płynący z obawy o wybuch III Wojny Światowej.

Nie chcę w tym miejscu przytaczać argumentów czysto historycznych na temat uzurpowania sobie tzw. ukraińców do określania siebie mianem narodu i tworzenia swojej państwowości bo nie jest to głównym tematem naszego dzisiejszego spotkania. Powiem tylko tyle, że wbrew ich bredniom Kraków to nie staro-ukraiński gród, Lwów był, jest i długo jeszcze będzie polskim miastem, a tereny dzisiejszego państwa zwanego ukrainą to nie tylko mały kawałek rdzennie ukraińskich terenów, a dzięki przeszłym działaniom radzieckim, obszar którego nie są w stanie kontrolować.

Tym bardziej boli, że nasi polityczni decydenci upadlają się przed wschodnią hołotą i wręcz błagają by relacje polsko-ukraińskie były budowane na warunkach strony czcicieli kultu UPA. Na czym ta poddańcza polityka polega zapewne większość z nas tu zgromadzonych zdaje sobie sprawę sam pragnął bym się krotko odnieść do trzech punktów:

– Polityka historyczna.

Nikt nie neguje naszej polityki historycznej odnośnie Niemiec ( chociaż często woli się zastąpić zwrot Niemiec słowem Nazista ). Nikt nie mówi o tzw. holokauście jako o wydarzeniu mającym znamiona zbrodni. Nikt nie neguje istnienia niemieckich obozów koncentracyjnych, nie ma negacji naszej zachodniej granicy.

W większości przypadków nie ma też większych rozdźwięków co do zbrodni czerwonego radzieckiego oprawcy na naszym narodzie. Katyń, powojenne tępienie niepodległościowego podziemia zbrojnego ( chociaż tutaj niestety ciągle mamy miłośników obrońców prawnego ładu PRL ) czy okresu represji lat 80-tych.

Skoro pamięć historyczna nie stanowi dla nas problemu w tych wypadkach dziwić może podejście do tematu relacji polsko-ukraińskich. Próby wybielania działań band upowskich, mordów na polakach, jawnej kolaboracji z zależności od potrzeb z niemieckimi czy rosyjskimi oprawcami przez stronę ofiar czyli Polski muszą budzić sprzeciw. Niemalże przepraszanie przez polskie władze ukraińców za to, że nasi przodkowie padli ofiarom mordów przy jednoczesnym śmianiu się w naszą twarz poprzez uchwalanie kolejnych ustaw, ustanawiając kolejne święta, stawiając pomniki mordercom i katom niewinnych ludzi. Ciężko przecież wyobrazić sobie sytuację gdy w dzisiejszych Niemczech powstają pomniki gloryfikujące żołnierzy SS ( co ma miejsce na ukrainie ) czy huczne ogólnopaństwowe obchody urodzin Hitlera.

Skoro nie ma akceptacji na gloryfikację zbrodniarzy w jednym kraju czemu nie przeszkadza a wręcz cieszy nas taka praktyka w drugim?

– Pomoc finansowa

Pomimo sianej od lat propagandy o dobrobycie, bogaceniu się Polaków i stabilnej sytuacji finansowej Polski wiadomo, że ubóstwo to temat nieobcy części naszego społeczeństwa. Pytanie czy naprawdę w sytuacji gdy nie możemy zapewnić godnego bytu swoim obywatelom mamy oferować pomoc innym i w imię jakich zasad? Co rusz słyszymy o nowych planach ( w części już wdrożonych ) pożyczek dla ukrainy. Skąd polski rząd bierze te pieniądze? Oczywiście z naszych kieszeni nie pytając nas o zdanie. Gdzie one się rozpływają za naszą wschodnią granica możemy się jedynie domyślać. Kto zagwarantuje nam ich zwrot? oczywiście nikt.

600 ukraińców na naszych uczelniach objętych polskim programem stypendialnym ( 25000PLN rocznie na studenta, nie licząc kosztów ponoszonych przez same uczelnie ). Studentów, którzy na każdym kroku pokazują swoją wdzięczność za okazane wsparcie, bawiąc się w najlepsze w Polsce podczas gdy ich tak ukochana ojczyzna pogrąża się w anarchii.

Pożyczki dla ukraińskich przedsiębiorców, podczas gdy rodzimi są dożynani kolejnymi obciążeniami.

Nieodpłatne przekazywanie sprzętu wojskowego i darmowe szkolenia ukraińskich wojskowych.

Z drugiej strony wprowadzanie embarg na polskie towary przez ukrainców. Wyśmiewanie niektórych ofert pomocy jak sprawa polskiego węgla dopełnia obraz kapryśnego ukraińskiego pana leżącego wygodnie na kanapie i przebierającego w smakołykach oferowanych mu przez polskiego służącego.

– Wizja konfliktu polsko-rosyjskiego.

Niespójności w wizjach wieszczów rychłego konfliktu na terytorium Polski są bardziej niż zauważalne.

Komu taki konflikt miałby służyć i jaką wartość przedstawia dzisiejsza polska ziemia? Czy ktoś może przytoczyć inne poza historycznym podłoże takiego ewentualnego konfliktu? Czy świat rzeczywiście dziś kieruje się historią? Odwołując się do wcześniejszego punktu raczej nie.

Czy Polska już teraz nie posiada 200 kilometrów granicy z Rosją czy nie posiada kolejnych 400 z Białorusią, której postawa w razie ewentualnych żądań Putina wydaję się być dość oczywista. Można wspomnieć o blisko 800 kilometrach wybrzeża. Można zapytać czy w ogóle granica fizyczna w dzisiejszych czasach jest niezbędna do przeprowadzenia sprawnych działań?

Podobno jesteśmy znaczącym członkiem NATO, poważanym na salonach europejskich i światowych. Ważnym graczem dla, którego natychmiastowo będzie przesłana pomoc od naszych sojuszników. Jak wiemy potencjał militarny koalicji NATOwskiej kilkukrotnie przekracza potencjał rosyjski – przynajmniej teoretycznie. Po co więc strach? Przylecą jankesi i w razie potrzeby będą umierali za Polskę w wojnie z odwiecznym wrogiem z Kremla.

Gdzie w tym wszystkim w takim razie ukraina jako tarcza chroniąca nas przed uderzeniem Rosji? Czy ukraińcy umierają bo nie chcą dopuścić do tragedii na polskiej ziemi? Czy w razie ataku na Polskę szła by od nich pomoc dla nas? Czy nie chętnie podali by po raz kolejny rękę rosyjskiemu bratu by wyżynać znienawidzonych lachów i odzyskać „swoje” ziemie aż po Śląsk?

Niestety Polska od co najmniej od połowy ubiegłego wieku ( a może i od czasów przedrozbiorowych ) nie uzyskała jeszcze realnej niepodległości.
Od lat jesteśmy w centrum walki strefy wpływów z jednej strony jewropejsko-amerykańskich z drugiej próbującej nawiązać do swej imperialnej wizji Rosji.
Oczywiście takie położenie sprzyjało i do tej pory sprzyja wewnętrznym podziałom Polaków. Niestety osadzający Polskę w jednym czy to drugim obozie robią Jej wielką krzywdę i przydłużają się wbrew pozorom nie tylko preferowanemu przez siebie obozowi ale obydwu rywalom napędzanym przez ta rywalizację.

Stoimy tutaj dziś jako świadomi słabości swego państwa Polacy. Mówimy tutaj głośno i wyraźnie nie chcemy dłużej niepolskich rządów w naszej Ojczyźnie. Nie chcemy marionetek zachodu we władzach, ale też nie chcemy w Polsce ludzi oczekujących nadejścia wyczekiwanego jako zbawcy Putina. Chcemy uświadomienia narodów środkowej europy i stworzenia silnego bloku państw narodowych niepodległych wpływom czy to ze wschodu czy zachodu. Koncepcje tą pojawiającą się w polskiej myśli geopolitycznej od dziesiątek lat uważamy za jedyną gwarancję Polski silnej i niepodległej. Polski, która będzie bronić swoich interesów i prawdziwie reprezentować swoich obywateli gdziekolwiek oni się znajdują. Polski w której nie będą już potrzebne takie protesty jak dzisiaj.

Na koniec padające często zdanie, że nie każdy ukrainiec to banderowiec. W Świecie królującej demokracji ich demokratycznie wybrani reprezentanci bez sprzeciwu mówią: Ukraina to Bandera dlatego ukrainiec nie był, nie jest i szczerze wątpię by kiedykolwiek został moim bratem!