ZOMO

Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej
Milicja Obywatelska, utworzona w 1945 r. w miejsce wcześniejszej Policji Państwowej, nie miała początkowo oddziałów zwartych, przewidzianych do rozpędzania tłumu. Rządzącym Polską komunistom wydawało się, że masowe wybuchy niezadowolenia społecznego mogą się zdarzać wyłącznie w krajach kapitalistycznych, a w Polsce – jeśli już – możliwości tego rodzaju wydarzeń zapobiega ścisła kontrola, jaką nad całym społeczeństwem sprawuje aparat UB.

Wydarzenia, do jakich doszło 28 czerwca 1956 r. w Poznaniu (masowa, robotnicza demonstracja, a następnie rozruchy i interwencja wojska, wskutek czego zginęły 74 osoby, a ok. 1000 zostało rannych) zmusiły partyjne kierownictwo do zweryfikowania tych naiwnych założeń. Okazało się bowiem, że masowe demonstracje są czymś, co może się zdarzać również w kraju mającym „najbardziej postępowy ustrój na świecie”, a wobec takiego tłumu, jak w Poznaniu, milicja jest całkowicie bezradna.

Wkrótce po wydarzeniach poznańskich przystąpiono do tworzenia „oddziałów rezerwy milicyjnej”, nawiązujących do przedwojennych Oddziałów Rezerwy Policji Państwowej, które służyły do tłumienia masowych wystąpień.

„Wstąp do ZOMO – zanim ZOMO wstąpi do ciebie”

14 grudnia 1956 r., po rozbiciu przez MO demonstracji w Szczecinie, I Sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka stwierdził: „Chodzi o to, ażeby terenowe władze rozporządzały sprawną, ruchomą, w każdej chwili gotową rezerwą milicyjną, którą będzie można użyć w każdej chwili, gdy zajdzie potrzeba”. W oparciu o dyrektywę Gomułki Komendant Główny MO wydał rozkaz o zorganizowaniu zwartych oddziałów milicyjnych, którym nadano nazwę Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej – czyli ZOMO.

Nazwa odzwierciedlała cechy nowoutworzonej formacji: zmotoryzowane – gdyż miały być w każdej chwili gotowe do działania i szybko przemieszczać się w miejsce, gdzie władza ludowa ich potrzebowała, zaś odwody – gdyż ZOMO miało być rezerwą milicyjną gotową do użycia w każdej chwili, bez potrzeby wcześniejszego organizowania milicjantów w pododdział zwarty.

Według pierwotnych założeń jednostki ZOMO miały liczyć 6600 funkcjonariuszy, jednak w okresie późniejszym liczba ta została zwielokrotniona. Formowanie ZOMO przebiegało szybko – do służby w nowej formacji zgłaszali się zdemobilizowani oficerowie WP, milicjanci innych służb, a także funkcjonariusze rozwiązanego 13 listopada 1956 r. Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego. Zmotoryzowane Odwody MO powstały m.in. w Krakowie, Katowicach, Białymstoku, Częstochowie i Gdańsku. Jedną z pierwszych jednostek utworzono w Golędzinowie (położonej na północ od Mostu Gdańskiego nadwiślańskiej części dzielnicy Praga Północ m.st. Warszawy). Z tego właśnie powodu funkcjonariusze ZOMO nazywani byli w początkowym okresie „chłopcami z Golędzinowa” – lub po prostu „Golędzinowcami”.

„Zwłaszcza Oni Mogą Obić ”

Mówiąc o ZOMO, nie sposób nie wspomnieć o jego wyposażeniu. Podstawowym „narzędziem pracy” zomowców były pałki szturmowe o długości 75 cm. W latach 80 pałki te były przez funkcjonariuszy ZOMO określane pieszczotliwym mianem „lola”. Były one bardzo „skutecznym” narzędziem – według specjalnego miernika, siła uderzenia taką pałką wynosiła ok. 400 kg (według dawnego układu jednostek fizycznych) – co bez trudu mogło spowodować połamanie kości. Oprócz tego zomowcy (którzy na co dzień pełnili zwykłą służbę patrolową) wyposażeni byli w zwykłe pałki służbowe – takie, jakich używali zwyczajni milicjanci. Na wyposażeniu ZOMO były też – rzecz jasna – specjalne hełmy, tarcze ochronne, wyrzutnie granatów z gazem łzawiącym i armatki wodne, mogące wyrzucać wodę pod dużym ciśnieniem.

„Ani Ixi ani Omo nie wypierze tak jak ZOMO”

Na ulicach polskich miast ZOMO po raz pierwszy pojawiło się 20 I 1957 r., w dniu wyborów do Sejmu. W okresie późniejszym, Zmotoryzowane Odwody MO były wielokrotnie używane w celu tłumienia masowych demonstracji i rozruchów – użyto ich w celu rozpędzenia manifestacji przeciwko likwidacji „Tygodnika Po Prostu” w październiku 1957 r. i w celu stłumienia demonstracji studenckich w roku 1968. Funkcjonariusze ZOMO brali też udział w wydarzeniach na wybrzeżu w grudniu 1970 r., a nadto skierowano ich w celu likwidacji wystąpień robotników, do jakich w czerwcu 1976 r. doszło w Ursusie i w Radomiu.

Najgorsza sława

Najgorszą sławę zyskało ZOMO w okresie stanu wojennego. Sposób, w jaki zomowcy atakowali i rozbijali wówczas manifestacje opozycji, cechował się wyjątkową bezwzględnością i brutalnością. W wyniku pobicia przez ZOMO w czasie stanu wojennego i w okresie późniejszym zmarło kilkanaście osób. Do najbardziej tragicznych wydarzeń doszło 16 XII 1982 r. r w Katowicach, kiedy to w kopalni „Wujek” od kul plutonu specjalnego ZOMO zginęło 9 strajkujących górników.

„Jeszcze mnie pan nie poznaje?”

Brutalność działań ZOMO powodowała powstawanie licznych, mniej lub bardziej fantastycznych pogłosek na temat tej formacji. Bardzo popularne były twierdzenia, że przed wyruszający na „akcję” zomowcy znajdują się pod wpływem narkotyków, mających pobudzić ich do bardziej intensywnej „pracy”. Twierdzono też, że wielu zomowców to zwykli przestępcy, którym darowano karę w zamian za wstąpienie do ZOMO. Było w tym coś z prawdy – np. zatrzymany 13 V 1982 r. na Rynku krakowski prokurator powiedział do zomowca, który żądał od niego okazania dowodu osobistego: „Tyle razy pana wsadzałem za kratki i jeszcze mnie pan nie rozpoznaje?”.


Nie tylko bili

Od połowy lat 70 ZOMO było najlepiej wyszkoloną i wyposażoną ze wszystkich policyjnych formacji zwartych w krajach socjalistycznych i jedną z lepszych w całej Europie. Niewykluczone, że to właśnie na bazie polskiego ZOMO szkolone były oddziały szturmowe policji francuskiej – CRS.

Zomowcy też – co trzeba pamiętać – nie zajmowali się wyłącznie biciem uczestników pokojowych demonstracji. Funkcjonariusze ZOMO prowadzili akcje ratunkowe w czasie katastrof i klęsk żywiołowych, a także inne działania wymagające użycia dużej ilości milicjantów – takie jak przeczesywanie terenu w poszukiwaniu osób zaginionych, prowadzenie pościgu za groźnymi przestępcami, itp.

Nie dotrwali do końca PRL

ZOMO nie dotrwało do formalnego końca PRL. Zmotoryzowane Odwody MO zostały zlikwidowane na podstawie rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka z dnia 29 września 1989 r. W ich miejsce powstały Oddziały Prewencji MO, przekształcone później w istniejące do dziś oddziały prewencji Policji.
opracował: Mateusz
na podstawie: zomoza.kgb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *