11.11 Warszawa – subiektywnie i obiektywnie

Kolejny Marsz Niepodległości już za nami. Zebrało się ok 50-100 000 ludzi, przemawiano, śpiewano pieśni patriotyczne, a media jak zawsze tylko o zadymach. Autor przedstawia subiektywne wspomnienia i opis obiektywny w celu obalenia zakłamanej wersji z mass-mediów.

Przebieg

Od rana w Warszawie dało się zauważyć dużo młodych grupek z flagami. Około godziny 15-stej rondo Dmowskiego było zapełnione. Organizatorzy przemówili i marsz ruszył. W tłumie szli w większości przeciętni ludzie i pewna liczba szeroko pojętych kibiców, jednak już nie tak duża, jak w 2011 i 2012. Na trasie brakowało też nastawionych na wszczęcie zadymy kordonów i tajniaków. Dość szybko dało się zauważyć kumulujących z przodu chuliganów. Przy ulicy Skorupki doszło do ataku na squot, anarchiści odpowiedzieli salwą petard i butelek z dachu, a milicja dość szybko przegoniła chuliganów w rejon trasy przemarszu – tutaj wyraźnie widać, iż milicjanci jak chcieli, tak potrafili zapanować nad zamieszkami i  nie jest wiadome, czy wobec anarchistów zostały wyciągnięte jakiekolwiek konsekwencje. Podczas trasy było widać grupy prewencji, ale w przeciwieństwie do zeszłego roku stały one w bocznych uliczkach, a nie na trasie. Gdzieś w okolicach 16:30 ktoś podpalił tęczę na placu Zbawiciela – jest ona ewidentnym symbolem środowisk LGBT i w czasach kryzysu pochłonęła dużo pieniędzy – jej wielokrotne próby podpalenia są czymś jak najbardziej normalnym. Marsz idzie dalej, w tym mija płonącą tęczę. W mediach dość szybko rozpowszechnia się wersja o zadymie na Marszu Niepodległości, atakowaniu policji, podpaleniu tęczy itp. Ok. godziny 17 marsz marsz mija nieobstawiony tył ruskiej ambasady, w jej kierunku lecą race i petardy, ktoś podpala budkę strażnika i rozwala kamerę przy wjeździe. Przy przejściu od drugiej strony stoją już kordony milicji, zaczynają się blokady, przepychanki i używanie lekkiej broni – gazu, pałek etc. Straż Marszu stara się rozdzielić ludzi od milicji i nawołuje do zaprzestania zamieszek. W tłumie słychać oświadczenia milicji, iż marsz został rozwiązany i jest już nielegalnym zbiegowiskiem – były to informacje jak najbardziej prawdziwe – ratusz uznał, iż akcja straciła pokojowy charakter. Pałac Prezydenta i Kancelaria Premiera są mocno obstawione – petardy i kamienie już nie lecą. Około godziny 18:00 Marsz dochodzi na drugie zgromadzenie, czyli wiec na Agrykoli, gdzie organizatorzy zaczynają przemówienia końcowe. Część uczestników zaczyna już wracać do domów i środków transportu. Ze strony milicji zaczynają się klasyczne łapanki przypadkowych przechodniów, w tym tak samo kibiców, jak i cywilów. W godzinach 18:00-21:00 większość osób rozjeżdża się do domów. Na trasie drobne problemy z milicją. W mediach już wrzawa – na mass stronach napinki, jak to Marsz Niepodległości zniszczył Warszawę, złamał Konwencję Wiedeńską itp., a na stronach kibicowskich i narodowych akcent na pokojowy przebieg marszu i nadużycia milicji. Ok. 12 funkcjonariuszy zostało rannych, w tym dwóch poważnie – większość odniosła obrażenia we wczesnych fazach marszu, w tym wyniku zadymy przy ul. Skorupki. Zatrzymano ok 70 osób, pojedynczy przyznali się do winy, nie jest wiadome, co z pozostałymi. Wg pół-oficjalnych informacji zatrzymano osoby odpowiadające za podpalenie tęczy i niszczenie kamery pod ambasadą.

 

Wnioski

Wyszło jak zawsze, choć generalnie spokojniej, niż w latach 2011-2012. Milicja nie robiła większych problemów, jednak wyraźnie było widać błędy organizacyjne i nadużycia – stłumienie ataku na ul. Skorupki z równoległym pozostawieniem anarchistów, opóźniona ochrona ruskiej ambasady itp. Duża część zatrzymanych osób to tzw. „ofiary statystyczne”, gdyż milicja jak zawsze nie poradziła sobie z zawodowymi chuliganami. W mediach pełno propagandowych oszczerstw, pomijających faktyczny przebieg marszu, w tym zrzucanie winy na Narodowców o atak na ruską ambasadę, milicję, spalenie tęczy etc. Całkowity brak pytań, dlaczego władza i milicja nie zadbały o porządek, w tym ochronę ruskiej ambasady.

W marszu w większości wzięli udział przeciętni ludzie, kibice i Narodowcy. Liczba uczestników jest trudna do stwierdzenia, gdyż żadne medium nie podjęło się próby jej obliczenia – przewidywania mówią o 50 000 – 100 000, bardziej ambitne o liczbie większej, jak 100 000. Szeroko pojęte akty chuligaństwa można rozumieć jako frustrację młodego pokolenia – dużo osób ma już swoje prywatne problemy w dobie kryzysu, pamiętają milicyjne ataki z 2011 i 2012, są prowokowani przez władzę promocją LGBT i mają świadomość stosunku Rosji do naszego Narodu od 1773 – stąd spalenie tęczy, zadymy z milicją i atak na ambasadę.

Co ciekawe, tzw. „antifa” po raz pierwszy nie przypuściła żadnej konkretnej akcji ulicznej – od lat dostają łomot od kibiców i sportowych nacjonalistów, więc przerzucili się na akcje, takie jak hakowanie stron, marsz kilka dni wcześniej, czy obrona squotu.

 

Wspomnienia subiektywne

Pociąg z Krakowa miałem we wczesnych godzinach porannych. Minąłem kilka młodych grupek z flagami. Na trasie zero problemów z milicją. W Warszawie jestem trochę po wschodzie słońca, idę odwiedzić znajomych. Od rodziny dostaję telefony, jakoby krakowska milicja przyblokowała na dworcu ludzi i nie chciała wpuszczać na ostatni pociąg przed Marszem – nie wiem, ile w tym prawdy, ale podobno przyblokowali głównie biznesmenów i turystów. Przed 15-stą wyruszamy na marsz – widzę się z pozostałymi kolegami i trzymamy w grupie. O 15-stej słuchamy przemówień, przed 16 marsz rusza. Zadziwia mnie praktyczny brak kordonów i AT na trasie. W tłumie trochę milicjantów w kamizelkach „policja bezkonfliktowa” – później gdzieś poznikali. Kilka przecznic dalej biją się przy ul. Skorupki – kordon obstawia wejście, w jego kierunku lecą petardy i bruk. W tłumie idzie plotka, że gdzieś tam jest squot i komenda milicji. Marsz idzie dalej, powoli robi się ciemno. Z daleka widać, że płonie tęcza, co zresztą było do przewidzenia. Marsz dochodzi w rejon ruskiej ambasady, gdzie już z daleka widać, iż coś płonie i na całego lecą petardy. Ktoś próbuje sforsować bramę, ktoś wiesza transparent o radzieckich gwałcicielach. Znowu mam coroczne smsy i telefony id rodziny, czy wszystko w porządku, bo w TV mówią, że rozwaliliśmy Warszawę, marsz rozwiązano i jesteśmy wyłapywani. Dochodzimy pod ambasadę z drugiej strony, stoi już kordon milicji. Nagle marsz staje – jest strasznie ciasno i nie wiadomo, co się dzieje. Jakiś gość coś krzyczy z muru, wychodzi na to, że z przodu milicja przyblokowała przejście, z lewej ochrania ambasadę, tj. rzuca w nas gazem i bije pałami, z tyłu napiera marsz i kolejne oddziały prewencji, a z prawej jest zamknięta brama i ślepa uliczka – generalnie sytuacja bez wyjścia. Gnieciemy się kilka minut, część osób przechodzi przez bramę naprzeciw ambasady, w końcu ktoś ją otwiera. Mija trochę czasu, milicja nas puszcza, zrobiło się wyraźnie spokojniej. Mijamy kordony pod Pałacem i kancelarią. Ok. 18-stej odłączam się od Marszu pod Pomnikiem Dmowskiego – mam pociąg o 19:40, rano do nowej pracy i dość słusznie boję się statystycznych zatrzymań po marszu. Przed 19-stą dochodzę na dworzec, widać dużo młodych kibiców z różnych ekip – jest całkiem spokojnie, robią zakupy w sklepach itp. Przyjeżdżają pociągi, wagonów jest więcej niż zwykle, wszystkiego pilnują drobne oddziały prewencji. Kibice rozjeżdżają się bez problemów, w pociągu spotykam znajomych. Lądujemy w Krakowie przed 23, na dworcu i w mpk brak problemów z milicją, po drodze widzę z okien grupy jadące na sygnale na jakąś akcję, nie jest mi wiadome, jaką dokładnie. Ok 24 jestem w domu.

 

Media

 

MJM