11.11.2012 – MP na Marszu Niepodległości

Po pierwsze – wielkie dzięki Legionistom za pełnienie roli świetnego gospodarza podczas trwania całego Marszu, a również po nim. Szacunek również dla ekip z całej Polski, nawet osobiście przeze mnie nie trawionych! Pokazaliśmy tym wszystkim imbecylom z „rządu”, że mają się czego bać, gdy się zjednoczymy.

Wyjeżdżamy z Krakowa po 8.00 i na trasie mamy tylko jedną kontrolę dowodów ze strony milicji. Do Warszawy zajechaliśmy ze sporym zapasem, więc był czas i na symboliczne piwka i na śpiewy ku chwale Naszej Ojczyzny. Nie muszę chyba opisywać ogółem tego co zaszło po rozpoczęciu Marszu, więc podam kilka faktów sytuacyjnych.
– Patrzę, coś się dzieje, krzyki, fruwające race. Odłączam się od grupy i biegnę jak najszybciej w stronę epicentrum. Na wejściu wita mnie chmura gazu. Ledwo cokolwiek widząc dołączam do grupy, która stara się odeprzeć prowokację ze strony milicji.
– Latają race, kamienie. Nagle milicja zaczyna rzucać petardami błyskowymi i odrzucać przedmioty lecące w ich stronę. Strzelają też z broni gładkolufowej.
– Milicja rusza w naszą stronę. Zaczyna się niebezpieczny w skutkach (tratowanie się nawzajem) „odwrót taktyczny”, w pewnym momencie chłopaki z Zawiszy, Piasta, ŁKSu, Legii, Wisły i Lechii starają się zachęcić resztę do pozostania w zwartej grupie i natarciu na prowokatorów.
– Widzę, że zawinięty został chłopak z Legii, podbiegamy ramię w ramię razem z chłopakiem z Ruchu (!!!), by go odbić. Z pozytywnym skutkiem.
– Podczas odwrotu wywracam się o coś i już czuję na plecach policyjne pałki. Podziękowania dla chłopaków z Arki, którzy mnie podnieśli i wciągnęli na murek! Szacunek!
– Serce aż chce wyskoczyć z piersi, gdy podczas ciągłego ostrzału i zamieszania tysiące osób zaczynają śpiewać Hymn Narodowy.
– Następuje kolejna szarża, lata coraz więcej kamieni, milicjanci coraz bardziej niespokojni, wyłapują kogo się da. Rzucają się na chłopaka, który sobie spokojnie idzie podczas palowania (widziałem później jakieś zdjęcia tej sytuacji).
– Gdy doszło już do porozumienia między milicją a organizatorami, pewien dziadek zaczyna wyklinać na funkcjonariuszy od gestapo, ubeków, ormowców. Zostaje oczywiście zawinięty.Odnajduję część swojej ekipy (reszta podczas harców zostaje rozsiana po całej długości kolumny Marszu). Razem z bannerem naszego Stowarzyszenia zmierzamy w stronę pomnika Dmowskiego w atmosferze odpalanych spontanicznie rac, stroboskopów, świec dymnych i setek petard. Coś pięknego. Ciągłe śpiewy, pieśni narodowe.
Po ceremonii zakończenia na Agrykoli udajemy się w stronę autokarów, pod stadion Legii, gdzie w tamtejszej knajpie klubowej piją razem kibice wielu różnych klubów. Z sercami pełnymi narodowej dumy, oraz kibolskiej jedności wracamy do Grodu Kraka!
M.